czwartek, 15 marca 2007

Testosteron

Parę słów o filmie na który wpadłem w piątek a nie miałem jeszcze kiedy go skomentować. Chodzi oczywiście o Testosteron, czyli moje wielkie męskie wesele, czy jak kto woli, pierwszą polską komedię hormonalną. Film jest beznadziejny, głupi, wulgarny, ogólnie słaby, spałem cały film, obleśny, szowinistyczny - taką opinię przeczytałem pod oceną tego filmu. Ocenę wystawili sami komentatorzy. Dostał 8,11pkt na 10 max. Czegoś tu więc nie rozumiem, no ale tak bywa. Jeśli chodzi o mnie - po wielu latach przestoju w polskiej komedii i paru beznadziejnych komediach w stylu 'Ja wam pokażę' wkońcu doczekałem się godnego kina. I w sumie jestem pełen podziwu, bo zrobić dobre kino, kręcąc dwie godziny w jednym tylko miejscu (w Badowie pod Warszawką) w którym spotykają się sami faceci i popijają Smirnoffa...

A wszyszło super :D Teoretycznie brak akcji, nuda na maxa; pochleją się i pójdą spać. Tymczasem ten film tworzą teksty, i wcale nie obleśne czy wulgarne, ale zabawne i inteligentne gagi, połączone z turbo kreacjami jak dla mnie genialnych aktorów. Film Andrzeja Saramonowicza i Tomasza Koneckiego jest również najlepszy i najśmieszniejszy z ich dotychczasowego wspólnego dorobku (Pół serio, Ciało), i mam nadzieję że ci panowie będą nadal ze sobą współpracować.

OK, czyli film bardzo się spodobał. Poruszyć chciałem tylko jeszcze jedną kwestię - otóż co zauważyłem po obejrzeniu Testosteronu. Chodzi o falę krytyki. Jakie są główne i jedyne uwagi niezadowolonych zacytowałem już powyżej. Co jest jednak ciekawe, film objeżdżają jedynie osoby bez jaj, baby, świrnięte feministki i inne osoby, którym ktoś dawno porządnie sakiewki nie przetrzepał... Tym osobom nie odpowiada humor, dowcip czy słownictwo. Jednak z dobrym dowcipem sprawa ma się tak jak zwykle, odwołuje sie do kompleksow, wad, tabu, tematów wstydliwych krepujacych etc... Jeżeli ktoś ma problemy sam ze sobą to nie tylko nie zrozumie ale wyjdzie głęboko dotknięty, na zasadzie tak jak zakompleksiona blondynka nie śmieje się z dowcipów o blondynkach, tak samo trudno wymagać, żeby puszczalską żonę bawiły teksty w stylu wszystkie one to suki są czy choćby zwykła statystyka że 70% monogamistek się kurwi.

Ja natomiast napaliłem się na obejrzenie tego filmu kolejny raz jak arab na kurs pilotażu, przede wszystkim dlatego że salwy śmiechu w kinie zagłuszyły niektóre dialogi. A praktycznie każde zdanie można by gdzieś zapisać i zapamiętać. Zresztą przekonajcie się sami :D

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

film daje rade. testosteron (dht) po prostu to klasyka