sobota, 10 marca 2007

Krótko o Węcławskim

No i stało się to co zapowiadał 12 stycznia Terlikowski w Rzeczpospolitej (przeczytaj). Nie mam pojęcia na jakiej podstawie napisał wtedy o możliwym wystąpieniu z kapłaństwa przez prof. Węcławskiego, jakkolwiek wtedy jeszcze ksiądz Węcławski bardzo ostro zaprotestował przeciwko temu artykułowi, domagając się przeprosin od dziennikarza. Tymczasem dzisiaj ks. prof. Tomasz Węcławski wysłał do KAI deklarację, w której jak pisze: zakończył i zamknął swoją działalność kapłańską (przeczytaj całą deklarację). Szok? Nie dla wszystkich...

Osobiście nigdy ks. Węcławskiego nie znałem, w życiu może pare razy go widziałem. Za to wiele, wiele razy o nim słyszałem, głównie od znajomych księży, ale nie tylko. Jest on w Poznaniu osobą dobrze znaną, głównie dlatego że był rektorem poznańskiego arcybiskupiego seminarium duchownego, w całej Polsce znany bardziej jako świetny teolog. Ale to nie istotne, najważniejsze to to, że był, jest i z pewnością nadal będzie ogromnym autorytetem szczególnie dla kleryków i młodych księży. On sam zresztą jest tego świadomy, wyraźnie zaznaczając w deklaracji że swoją decyzją nie chce wpływać na innych. Mnie osobiście jednak najbardziej zastanawia to, dlaczego ktoś taki jak on, po 27 latach kapłaństwa (sic!) teraz z niego zrezygnował? Dlaczego ktoś taki po prostu nagle oznajmił, że rzuca sutannę, wywala koloratkę, ale dalej będzie działał i udzielał się, jednak już jako świecki profesor??

W sumie prof. Węcławski w swojej deklaracji niczego nie wyjaśnia. Właściwie skupia się na tym, żeby inni nie próbowali wzorować się na nim, gdyż takie sprawy załatwia się w swoim sumieniu a nie opiera na autorytecie kogoś innego. Jest jednak w tej deklaracji jedno zdanie: doszedłem do przekonania, że z racji sumienia nie powinienem już w moim działaniu reprezentować instytucji i wspólnoty kościelnej. To jedno zdanie mówi chyba wszystko. Ten człowiek zawsze był blisko różnych problemów kościoła polskiego, angażował się osobiście w różne afery, jak choćby sprawa ex-arcybiskupa poznańskiego, pedała-donosiciela Peatza, kiedy głośno protestował. Albo ostatnie wydarzenia w warszawie, kiedy to na prośbę RPO przeglądał materiały z IPNu dotyczące niby-wrobionego Wielgusa. Z racji pełnionych przez ks Węcławskiego funkcji o tego typu sprawach musiał wiedzieć aż za dużo, i spotykac się z nimi musiał pewnie codziennie. Albo jeszcze ostatnia sprawa książki ks. Zaleskiego, kiedy to ks Węcławski zerwał ze ZNAKiem na znak protestu. No właśnie, protest. Czyżby rzucenie sutanny było kolejnym takim protestem? Zapewne ks Węcławski sam się na ten temat niedługo wypowie.

Jeśli jednak to jest forma protestu, jakaś rozpaczliwa próba zwrócenia uwagi na sytuację w polskim kościele, to jest to wg mnie kompletnie nietrafiony protest. I to jest masakra, bo człowiek poświęca tak wiele, a gówno wskóra. Bo czy coś dały afery które wymieniłem wyżej? Nic nie dały, w kościele nic się niezmieniło. Co z tego że Peatz nie jest już arcybiskupem poznańskim, skoro nadal paraduje po Ostrowie Tumskim, nadal odprawia w katedrze msze i nadal nie wstydzi się pokazywać publicznie. Co z tego, że nowym arcybiskupem poznańskim został Gądecki, niby odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu, ale co z tego, skoro biskupami pomocniczymi są ci sami księża co byli biskupami w czasach Peatza, czyli o wszystkim wiedzieli, wszystko widzieli, i zamiast reagować tylko nawzajem sie po rączkach głaskali (żeby tylko). Albo co z tego, że dzięki (czy jak kto woli, przez) Wielgusowi wyszedł problem lustracji księży, ich współpracy itd. I nie chodzi o to, żeby jakoś karać czy piętnować tych którzy współpracowali z sb, bo przecież ksiądz też człowiek, z sb itp współpracowały tysiące (i np ja osobiście gdybym miał do wyboru więzienie albo kompletny brak kasy na życie, albo paszport wuchta kasy i cukierków za relację ze spotkania klasowego - kto co pił i jakie nosi skarpetki, to pewnie poszedłbym na taki układ - biznes is biznes :)...ale dobra nie wypowiadam się, to nie moje czasy były, nie wiem jakbym się naprawdę zachował. Tego nikt nie wie.) chodzi o to, żeby - jak mówią sami biskupi - "stanąć w prawdzie". Ale ci wszyscy wielcy hierarchowie nie potrafią sobie z tym problemem poradzić, po prostu biskupi tak się do swoich ciepłych dobrze płatnych stanowisk tak przyzwyczaili, że nie wyobrażają sobie innego życia, wolą nic nie robić, byle nie stracić posady. I zamiast książkę Isakowicza-Zaleskiego wziąć, przeczytać, wysnuć wnioski i samemu usiąść do wyjaśnienia setek innych spraw podobnych do tych o których pisze ks Zaleski, potrafią tylko książkę krytykować i mówić, że jest nie potrzebna, bo jest niby jakaś tam pseudo-komisja która te sprawy wyjaśnia, tylko że nikt o niczym nie wie i się pewnie nie dowie.

Jakby nie było, z jakiegoś powodu prof Węcławski miał dość tego kościoła. Tego - jakiego? W sumie nie wiadomo. Na pewno byle jakie pedalskie afery nie przekonały ks Węcławskiego do odejścia. I strasznie szkoda takiego kapłana, o jego odejściu za miesiąc wszyscy biskupi zapomną i będą dalej robić "swoje". A ja myślałem, że tacy jak on mogą w tym burdelu zrobic jakiś porządek... Ale sprzątać chatę stojąc na zewnątrz? Tak się nie da. Cóż, poczekajmy, cała nadzieja w młodych księżach, że zrobią w kościele porządek. Inaczej czeka nas Francja... Masakra :D

Brak komentarzy: