środa, 21 marca 2007

Się zrobiła zajebista pogoda. Rewelacyjna. Wczoraj to już wogóle był hit, w południe 24stopnie na termometrze. Nic, wziąłem moje lekkie cichobiegi, nie używane od pół roku i sru do lasu. Mieszkam przy lesie, to byłby grzech nie pobiegać sobie trochę. No i co się okazało? Kondycja to dramat... Masakra. Biegłem 10 minut i musiałem usiąść, w głowie zaszumiało, powietrza zabrakło... No ale jak się całą zimę nic nie robi to tak później jest... A zawsze wszystkim powtarzam, żeby dużo biegali, bo to najtańszy sport, bo to zdrowe, świetnie wpływa na płuca i serce, zapobiega zawałom (w przyszłości LOL) no i oczywiście doskonale rozwala stawy, szczególnie kolana. Cyba że ktoś biega ze mną, ja wiem jak nie rozwalic stawów, ale je wzmocnić! Także się tym nie przejmuję, od dzisiaj moje wielkie postanowienie wielko-postne :D - codziennie będę biegał. Dla zdrowia. PZDR! kwolana

czwartek, 15 marca 2007

Testosteron

Parę słów o filmie na który wpadłem w piątek a nie miałem jeszcze kiedy go skomentować. Chodzi oczywiście o Testosteron, czyli moje wielkie męskie wesele, czy jak kto woli, pierwszą polską komedię hormonalną. Film jest beznadziejny, głupi, wulgarny, ogólnie słaby, spałem cały film, obleśny, szowinistyczny - taką opinię przeczytałem pod oceną tego filmu. Ocenę wystawili sami komentatorzy. Dostał 8,11pkt na 10 max. Czegoś tu więc nie rozumiem, no ale tak bywa. Jeśli chodzi o mnie - po wielu latach przestoju w polskiej komedii i paru beznadziejnych komediach w stylu 'Ja wam pokażę' wkońcu doczekałem się godnego kina. I w sumie jestem pełen podziwu, bo zrobić dobre kino, kręcąc dwie godziny w jednym tylko miejscu (w Badowie pod Warszawką) w którym spotykają się sami faceci i popijają Smirnoffa...

A wszyszło super :D Teoretycznie brak akcji, nuda na maxa; pochleją się i pójdą spać. Tymczasem ten film tworzą teksty, i wcale nie obleśne czy wulgarne, ale zabawne i inteligentne gagi, połączone z turbo kreacjami jak dla mnie genialnych aktorów. Film Andrzeja Saramonowicza i Tomasza Koneckiego jest również najlepszy i najśmieszniejszy z ich dotychczasowego wspólnego dorobku (Pół serio, Ciało), i mam nadzieję że ci panowie będą nadal ze sobą współpracować.

OK, czyli film bardzo się spodobał. Poruszyć chciałem tylko jeszcze jedną kwestię - otóż co zauważyłem po obejrzeniu Testosteronu. Chodzi o falę krytyki. Jakie są główne i jedyne uwagi niezadowolonych zacytowałem już powyżej. Co jest jednak ciekawe, film objeżdżają jedynie osoby bez jaj, baby, świrnięte feministki i inne osoby, którym ktoś dawno porządnie sakiewki nie przetrzepał... Tym osobom nie odpowiada humor, dowcip czy słownictwo. Jednak z dobrym dowcipem sprawa ma się tak jak zwykle, odwołuje sie do kompleksow, wad, tabu, tematów wstydliwych krepujacych etc... Jeżeli ktoś ma problemy sam ze sobą to nie tylko nie zrozumie ale wyjdzie głęboko dotknięty, na zasadzie tak jak zakompleksiona blondynka nie śmieje się z dowcipów o blondynkach, tak samo trudno wymagać, żeby puszczalską żonę bawiły teksty w stylu wszystkie one to suki są czy choćby zwykła statystyka że 70% monogamistek się kurwi.

Ja natomiast napaliłem się na obejrzenie tego filmu kolejny raz jak arab na kurs pilotażu, przede wszystkim dlatego że salwy śmiechu w kinie zagłuszyły niektóre dialogi. A praktycznie każde zdanie można by gdzieś zapisać i zapamiętać. Zresztą przekonajcie się sami :D

sobota, 10 marca 2007

Krótko o Węcławskim

No i stało się to co zapowiadał 12 stycznia Terlikowski w Rzeczpospolitej (przeczytaj). Nie mam pojęcia na jakiej podstawie napisał wtedy o możliwym wystąpieniu z kapłaństwa przez prof. Węcławskiego, jakkolwiek wtedy jeszcze ksiądz Węcławski bardzo ostro zaprotestował przeciwko temu artykułowi, domagając się przeprosin od dziennikarza. Tymczasem dzisiaj ks. prof. Tomasz Węcławski wysłał do KAI deklarację, w której jak pisze: zakończył i zamknął swoją działalność kapłańską (przeczytaj całą deklarację). Szok? Nie dla wszystkich...

Osobiście nigdy ks. Węcławskiego nie znałem, w życiu może pare razy go widziałem. Za to wiele, wiele razy o nim słyszałem, głównie od znajomych księży, ale nie tylko. Jest on w Poznaniu osobą dobrze znaną, głównie dlatego że był rektorem poznańskiego arcybiskupiego seminarium duchownego, w całej Polsce znany bardziej jako świetny teolog. Ale to nie istotne, najważniejsze to to, że był, jest i z pewnością nadal będzie ogromnym autorytetem szczególnie dla kleryków i młodych księży. On sam zresztą jest tego świadomy, wyraźnie zaznaczając w deklaracji że swoją decyzją nie chce wpływać na innych. Mnie osobiście jednak najbardziej zastanawia to, dlaczego ktoś taki jak on, po 27 latach kapłaństwa (sic!) teraz z niego zrezygnował? Dlaczego ktoś taki po prostu nagle oznajmił, że rzuca sutannę, wywala koloratkę, ale dalej będzie działał i udzielał się, jednak już jako świecki profesor??

W sumie prof. Węcławski w swojej deklaracji niczego nie wyjaśnia. Właściwie skupia się na tym, żeby inni nie próbowali wzorować się na nim, gdyż takie sprawy załatwia się w swoim sumieniu a nie opiera na autorytecie kogoś innego. Jest jednak w tej deklaracji jedno zdanie: doszedłem do przekonania, że z racji sumienia nie powinienem już w moim działaniu reprezentować instytucji i wspólnoty kościelnej. To jedno zdanie mówi chyba wszystko. Ten człowiek zawsze był blisko różnych problemów kościoła polskiego, angażował się osobiście w różne afery, jak choćby sprawa ex-arcybiskupa poznańskiego, pedała-donosiciela Peatza, kiedy głośno protestował. Albo ostatnie wydarzenia w warszawie, kiedy to na prośbę RPO przeglądał materiały z IPNu dotyczące niby-wrobionego Wielgusa. Z racji pełnionych przez ks Węcławskiego funkcji o tego typu sprawach musiał wiedzieć aż za dużo, i spotykac się z nimi musiał pewnie codziennie. Albo jeszcze ostatnia sprawa książki ks. Zaleskiego, kiedy to ks Węcławski zerwał ze ZNAKiem na znak protestu. No właśnie, protest. Czyżby rzucenie sutanny było kolejnym takim protestem? Zapewne ks Węcławski sam się na ten temat niedługo wypowie.

Jeśli jednak to jest forma protestu, jakaś rozpaczliwa próba zwrócenia uwagi na sytuację w polskim kościele, to jest to wg mnie kompletnie nietrafiony protest. I to jest masakra, bo człowiek poświęca tak wiele, a gówno wskóra. Bo czy coś dały afery które wymieniłem wyżej? Nic nie dały, w kościele nic się niezmieniło. Co z tego że Peatz nie jest już arcybiskupem poznańskim, skoro nadal paraduje po Ostrowie Tumskim, nadal odprawia w katedrze msze i nadal nie wstydzi się pokazywać publicznie. Co z tego, że nowym arcybiskupem poznańskim został Gądecki, niby odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu, ale co z tego, skoro biskupami pomocniczymi są ci sami księża co byli biskupami w czasach Peatza, czyli o wszystkim wiedzieli, wszystko widzieli, i zamiast reagować tylko nawzajem sie po rączkach głaskali (żeby tylko). Albo co z tego, że dzięki (czy jak kto woli, przez) Wielgusowi wyszedł problem lustracji księży, ich współpracy itd. I nie chodzi o to, żeby jakoś karać czy piętnować tych którzy współpracowali z sb, bo przecież ksiądz też człowiek, z sb itp współpracowały tysiące (i np ja osobiście gdybym miał do wyboru więzienie albo kompletny brak kasy na życie, albo paszport wuchta kasy i cukierków za relację ze spotkania klasowego - kto co pił i jakie nosi skarpetki, to pewnie poszedłbym na taki układ - biznes is biznes :)...ale dobra nie wypowiadam się, to nie moje czasy były, nie wiem jakbym się naprawdę zachował. Tego nikt nie wie.) chodzi o to, żeby - jak mówią sami biskupi - "stanąć w prawdzie". Ale ci wszyscy wielcy hierarchowie nie potrafią sobie z tym problemem poradzić, po prostu biskupi tak się do swoich ciepłych dobrze płatnych stanowisk tak przyzwyczaili, że nie wyobrażają sobie innego życia, wolą nic nie robić, byle nie stracić posady. I zamiast książkę Isakowicza-Zaleskiego wziąć, przeczytać, wysnuć wnioski i samemu usiąść do wyjaśnienia setek innych spraw podobnych do tych o których pisze ks Zaleski, potrafią tylko książkę krytykować i mówić, że jest nie potrzebna, bo jest niby jakaś tam pseudo-komisja która te sprawy wyjaśnia, tylko że nikt o niczym nie wie i się pewnie nie dowie.

Jakby nie było, z jakiegoś powodu prof Węcławski miał dość tego kościoła. Tego - jakiego? W sumie nie wiadomo. Na pewno byle jakie pedalskie afery nie przekonały ks Węcławskiego do odejścia. I strasznie szkoda takiego kapłana, o jego odejściu za miesiąc wszyscy biskupi zapomną i będą dalej robić "swoje". A ja myślałem, że tacy jak on mogą w tym burdelu zrobic jakiś porządek... Ale sprzątać chatę stojąc na zewnątrz? Tak się nie da. Cóż, poczekajmy, cała nadzieja w młodych księżach, że zrobią w kościele porządek. Inaczej czeka nas Francja... Masakra :D

czwartek, 8 marca 2007

Dzień Kobiet 2007

Dziś 8 marca - dzień Kobiet. Z tej okazji Wszyskim Paniom!!

Najlepsze życzenia, żeby czasu starczyło na wszystko, szczęście dopisywało mimo wszystko, w sukcesy obrodziło, a to co dobre na lepsze się zmieniło! I wogóle Najlepszego:D !!

A w krótkiej przerwie polecam ten artykuł (gazeta.pl), w którym przeczyamy m.in. co też takiego dostawały Kobiety jeszcze pare lat temu... :D

poniedziałek, 5 marca 2007

spotkanie klasowe

W sobotę 3 marca 2007 spotkaliśmy się w Proletaryacie. Było jak zwykle dobrze :D.


I szkoda że tak szybko się zmyłem - w niedzielę happysad miał grać, ale w końcu po tym spotkaniu się poskładałem do końca i nigdzie nie poszedłem :| Kurwa mać. W związku z tym oczywiście żadnej relacji z koncertu w Eskulapie nie będzie. Ale w kwietniu ponoć będzie COMA, może wtedy będę zdrowy. A we wtorek Mystic Tour w Zeppelinie. Olek mnie namawia, ale bulić za taką łupankę to nie dzięki.

Natomiast zajebiście dobrze było się spotkać przy chlebie ze smalcem i ogórku kiszonym i popatrzeć trochę na te stare znajome ryje, które od matury nic się nie zmieniły. Nic kompletnie, przynajmniej ja nie zauważyłem. Mam nadzieję że się szybko znowu spotkamy.

sobota, 3 marca 2007

Happysad w Eskulapie

4 marca 2007 w klubie Eskulap zagra Happysad. Normalnie nigdzie bym sie z chaty nie ruszal z braku kasy, ale tak sie bajerancko zlozylo, ze wczoraj sluchajac radia Eskarock zupelnie przypadkiem uslyszalem, ze rozdaja wejsciowki na ten koncert. No wiec szybko chwycilem za telefon (wlasciwie za trzy, tyle mialem pod reka) i za ktoryms tam razem szczesliwie sie dodzwonilem, zostajac tym samym szczesliwym posiadaczem podwojnej wejsciowki. Mam nadzieje ze do tego czasu szybko wyzdrowieje, gdyz nie zamierzam odpuscic.

Jakby ktos sie na ten koncert tez wybieral to dajcie znak, wybierzemy sie razem, odpowiednio wczesniej przygotowujac (gardla) i nastawiajac sie do koncertu :D.