środa, 23 kwietnia 2008

Dorastaliśmy w latach 80 i 90 - czyli jacy byliśmy. Wzruszająca prezentacja ;)

Taka oto prezentacja wygrzebana gdzieś z sieci. Właściwie to spam, ale ta jest mega wyjątkowa. Prawdziwa. Rewelacyjna. Zachęcam do obejrzenia. Wzruszenie gwarantowane ;)

środa, 16 kwietnia 2008

Astronomy Picture of the Day: A Protected Night Sky

This sky is protected. Yesterday marked the 50 year anniversary of the first lighting ordinance ever enacted, which restricted searchlight advertisements from sweeping the night skies above Flagstaff, Arizona, USA.

Czyli że w skrócie jest to mega zajebiste zdjęcie. I wogóle polecam tą stronkę, codziennie prezentują inne zapierające dech w piersiach zdjęcie.

zobacz fotkę i przeczytaj więcej! | digg story

piątek, 25 stycznia 2008

Znowu żałoba...

Czy marudzę? Co mi się nie podoba? Nie chodzi o to że brak mi szacunku, że nie mam uczuć czy coś. Ale znowu mamy żałobę. Celowo używam "znowu", bo trzeba zauważyć, że jest to kolejna żałoba narodowa. W ciągu ostatnich 2 lat 7 razy coś takiego ogłoszono, w ciągu ostatnich 10 lat 10 razy. W tym sześć razy podczas prezydentury Olka (pijaka ) i cztery razy podczas prezydentury Kaczora (bliźniaka). A w ciągu historii Polski? Od odzyskania niepodległości 16 razy!

Wniosek - nastają coraz to tragiczniejsze czasy dla naszego narodu.

Albo ktoś nadużywa, za często ogłasza się żałobę narodową??

Jaki efekt daje ogłoszenie żałoby narodowej? Ogólne wkurwienie. No może bez przesady. Ale na pewno nie ogólny narodowy płacz i lament. Żałoby nie można narzucić odgórnie. Żałobę po śmierci to nosi się w sobie (jakby to powiedział mój idol - w Czesiu). W żałobie jest się po stracie najbliższych, a przynajmniej znanych nam osobiście, osób. Czy ja jestem w żałobie po śmierci 20 naszych żołnierzy? Nie. Na pewno żal ich, na pewno trudno pojąć jak to się mogło wydarzyć. Ale stało się. Wypadek, zamach, spisek, sabotaż. Prawdy nigdy się nie dowiemy. Ale stało się. Zginęli ludzie, tak samo jak giną codziennie w całym kraju. Przeważnie na naszych zajebistych polskich drogach. Ile osób ginie każdego dnia? Nie mam pojęcia, ale spokojnie zakładam, że więcej niż 20. Czy codziennie ogłaszana jest żałoba, aby uczcić tragicznie zmarłych na drogach? Nie. I w sumie bardzo słusznie. Nie widzę potrzeby żeby w Poznaniu spuszczać flagę narodową do połowy masztu dlatego, że w Warszawce zginęło na ulicy kilka osób.

Jaki efekt daje ogłoszenie żałoby narodowej? Na pewno powoduje spore straty finansowe. Odwołane koncerty, imprezy, studniówki. Ogólne chlanie - zamiast iść się wytańczyć (mamy karnawał) ludzie idą do pubu się nachlać (tańczyć nie wypada, zostaje picie, wcześniej umówionego spotkania klasowego przecież się nie odwoła). Beznadzieja. Ale przecież tam gdzie ktoś traci kasę, tam inny ją zyskuje. To prosty rachunek. Kto zarabia na żałobie? No choćby 4 władza, nasze wspaniałe media. Każda tragedia to dla nich konkretny pieniądz. Każda odsłona strony internetowej i reklamy, każde kliknięcie w reklamę to konkretny grosz. A ogłoszenie żałoby narodowej powoduje większe zainteresowanie ludzi tym co się stało. Więcej osób niż zwykle siada przed telewizorem, więcej włącza radio, itd. Konkretna kasa. Przecież gdyby wszystkim było naprawdę i szczerze żal tych co zginęli, to albo zrezygnowali by z reklam w czasie trwania żałoby, albo przekazali by dochody z nich na jakiś szczytny cel, np. na spłatę kredytu tragicznie zmarłego, który już nie spłaci żadnej raty, a co za tym idzie owdowiała żona i osierocone dzieci będą musiały się wynieść z wymarzonego przez ich św. p. tatę domu. Itd.

Jestem przeciwny wprowadzaniu żałoby narodowej. W ogóle. Jest to kompletnie niepotrzebne. Wstrząśnięci tragedią, z żałobą narodową czy bez niej, pójdą do kościoła pomodlić się za zmarłych, albo uczynią jakiś inny gest. Żałoba narodowa jest kompletnie niepotrzebna. Dodatkowo komplikuje życie milionom Polaków. A poza tym, który zmarły, bardziej czy mniej tragicznie, chciałby żeby ogłaszano po nim żałobę? No bo ja bym nie chciał.

wtorek, 22 stycznia 2008

krótko o in vitro

media napędzają taką kampanię dla in vitro że po prostu chuj mnie strzela. darmowa promocja na maxa. oczywiście przoduje w tym gazeta wybiórcza, ale to akurat jest najmniej istotne.

o co chodzi z in vitro? poczytajcie sobie w necie co i jak, nie będę wykładał tego co można przeczytać choćby w wikipedii (choć tam też kłamią, uważajcie!). dodam tylko to o czym tam zapomniano:

co powstaje po zapłodnieniu?

nawet dziecko w podstawówce już wie - człowiek! nie jajko czy młotek, tylko
człowiek. nazywanie małego człowieka - który wyglądem kompletnie nie przypomina dorosłego, na cele "nauki", czy wręcz manipulacji niedouczonymi przyszłymi rodzicami - zarodkiem, płodem, embrionem, zygotą, czy jak kto woli jakimś nic nie znaczącym skrótem literowym po prostu ma na celu odwrócenia uwagi od tego co na prawdę powstaje po zapłodnieniu komórki jajowej.

czyli w wyniku in vitro, otrzymujemy kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt zapłodnionych komórek jajowych, a wykorzystuje się jedną. reszta idzie na śmietnik (w tym wypadku śmietnikiem jest zamrażarka). jednym słowem zabawa w robienie ludzi w laboratorium, a potem ich wyrzucanie.

a więc czym in vitro różni się od aborcji?? ktoś mi powie?? podczas aborcji morduje się jedno dziecko, podczas in vitro - no ile? dokładnie ktoś wie ile??

a czym aborcja różni się od kary śmierci? karę śmierci wymierza się po zazwyczaj sprawiedliwym procesie, i wymierza się ją humanitarnie. a aborcja to zamordowanie niewinnego i bezbronnego dziecka. a skoro od aborcji niedaleko do in vitro, to in vitro jest po prostu morderstwem. promowanie tego, zachęcanie itd powinno być przestępstwem.

patrząc z tej perspektywy na in vitro, jakiś tam "niepojęty, ogromny silny instynkt macierzyński, pragnienie urodzenia własnego dziecka, z wielkiej "miłości"" - jest po prostu jakimś głupkowatym kaprysem bezpłodnych par. trudno mówić o miłości u par które świadomie godzą się na wymordowanie 90% swojego potomstwa, żeby cieszyć się tym jednym wspaniałym upragnionym dzieckiem. a nazywanie in vitro metodą walczenia z bezpłodnością (jak to jakiś kretyn napisał w wikipedii) jest kolejnym oszustwem.

pomijam
to ile dzieci męczy się w domach dziecka.

to tyle podstawowej wiedzy w wielkim skrócie.

PS sporo osób trafia na tą stronę po skierowaniu z googla dla zapytania "czy i kiedy można zajść w ciążę po aborcji". trochę żal mi się zrobiło takich osób dlatego odpowiadam - to zależy od wielu czynników. ale teoretycznie można. PZDR!

piątek, 18 stycznia 2008

Spór o wyciąg do nart wodnych na jeziorze Malta

Będzie czy nie??

O propozycji wybudowania wyciągu do nart wodnych na Malcie w Poznaniu słychać już od jakichś dwóch lat. Międzyczasie Poznańskie Ośrodki Sportu i Rekreacji zdobyły kasę, wybrały wykonawcę, Poznań postanowił dać pieniądze na tą inwestycję. Tymczasem okazuje się że POSiR w ogóle nie konsultował swoich planów z tymi którzy najczęściej z Malty korzystają - z kajakarzami i wioślarzami.jezioro malta poznań No i efekt jest taki, że związki wioślarskie i kajakarskie doprowadziły do wstrzymania tej inwestycji, która - nie da się ukryć - była by mega atrakcją. Nie da się ukryć też tego, że 12 słupów do wyciągu w jakiś tam sposób (raczej niewielki, ale jednak) utrudniła by życie wioślarzy kajakarzy itd. I nieodwracalnie zmieniły by krajobraz jeziora... No ale coś za coś. Cała sprawa jest lepiej opisana tutaj.


Co dziwi mnie najbardziej? Problem z Rusałką. Dlaczego? Otóż oczywiście jestem wielkim kibicem powstania wyciągu do nart wodnych w Poznaniu, ale nie za wszelką cenę, i nie koniecznie na Malcie. Pewnie że pierwsza lokalizacja takiego wyciągu, jaka przychodzi do głowy, to jezioro Malta. Ale nie zawsze pierwszy pomysł jest najlepszy.


Malta jest w tej chwili jednym z najatrakcyjniejszych miejsc w Poznaniu, w tygodniu jest wkoło dość spokojnie, ale w weekendy zjeżdża się tu chyba pół Poznania, po prostu masakrycznie dużo bydła i aż strach się tam wybierać. Osobiście w weekendy zawsze omijam Maltę bo jest tam wręcz niebezpiecznie od natłoku idiotów na rowerach rolkach itd.

Malta nie potrzebuje kolejnych atrakcji żeby przyciągnąć jeszcze więcej ludu!!!!!! Nie róbcie z Malty Starego Browaru, gdzie można zostać zadeptanym przez Poznaniaków i innych turystów!!!! Malta potrzebuje raczej innych inwestycji, takich jak poszerzenie drogi na północnym brzegu, która teraz jest jakieś 3 razy za wąska i często przez to dochodzi d niebezpiecznych sytuacji związanych z rowerzystami rolkarzami psami i dzieciakami. I przydałoby się też uregulować jakoś ruch rowerzystów na Malcie, którzy w weekendy stwarzają ogromne zagrożenie dla spacerujących rodzin - zakaz jazdy rowerem wkoło Malty w sobotę i niedzielę całkowicie rozwiązałby taki problem! I piszę to świadomie jako całoroczny rowerzysta-amator, który na Malcie kiedyś uczył się łapać równowagę na rowerze, a teraz jeżdżę 12 miesięcy w roku. Rowery z Malty powinne zostać wypieprzone!


Wracając do wyciągu i problemu z Rusałką - Rozważano już możliwość przeniesienia wyciągu nad jez. Rusałka, ale pomysł upadł. Nad Rusałkę jest bowiem gorszy dojazd, nie ma tak dobrego zaplecza i wreszcie okolicę penetruje zbyt dużo wandali. Takie stwierdzenie prezydenta Poznania - Frankiewicza to po prostu skandal. Tak jakby Rusałka to było jakieś gówno, a wandale mieli przyzwolenie na imprezowanie w tym rejonie. Chyba właśnie warto by było przypomnieć Poznaniakom że są jeszcze inne jeziora w okolicy poza Maltą. Malta to tor regatowy, po Kiekrzu sobie żeglują, a nad Rusałkę Frankiewicz wysyła wandali i cały happy. Co za gnój z niego. I on dba o nasze miasto?? Czas coś zrobić z Rusałką, gdyby to tam powstał taki wyciąg, ściągnął by ludzi nie tylko z Wielkopolski, można by było polepszyć dojazd, dodać autobusy, a sam wyciąg do nart wodnych ściągnąłby za sobą kolejnych inwestorów! Czy władze miasta nie pojmują tego jak to działa??? W Polsce jest tak mało wyciągów do nart wodnych że taka inwestycja jest tak dużą atrakcją że nie potrzebuje dobrej lokalizacji, dobrego zaplecza itd. To działa w drugą stronę, taki wyciąg dałby szansę znowu zaistnieć Rusałce! Mam nadzieję że ta sprawa zostanie jeszcze przemyślana...


Kończąc. W sumie to o co to całe zamieszanie?? kwolana na nartach wodnych w poznaniuSkoro można tak:


Jezioro mamy, odpowiednie samoloty przecież też :) A przynajmniej nasi piloci z Krzesin będą mieli ekstremalny trening :D

środa, 16 stycznia 2008

jest już dobre radio!!

Jakieś 4 lata temu pierwszy raz trafiłem na stronę www.last.fm jednak dopiero w tym roku wpadłem na genialny pomysł żeby założyć sobie tam konto. Generalnie stronka jest fajna, pomysł ze scrobblowaniem ciekawy, żeby nie powiedzieć genialny, a przede wszystkim uzależniający.

Ale co najważniejsze dzięki last.fm mogę udostępnić wam moje radio! IMHO jest naprawdę dobre, puszcza to czego ja sam najwięcej słucham. I szczerze mówiąc sam byłem zaskoczony kiedy posłuchałem swojego radia że taka dobra muza tam leci:) Po prostu wymiata wszystko, PR3, aferę, merkury, biskę, emaus, radiowid, a nawet radio maryja rmf i zetkę razem :) kwolana radio station wymiata :) Sprawdźcie sami (albo pokochacie albo znienawidzicie…:P )


Wejdźcie na tą stronkę i odpalcie sobie moje radio. Moja stacja będzie też dostępna bezpośrednio z tej strony, jednak narazie jeszcze nie działa tak jak powinna. Jak to opanuję dam znać, a słuchanie stacji radiowej kwolana stanie się jeszcze łatwiejsze!! :D



wtorek, 1 stycznia 2008

udanego 2008 roku!!

Czyli po prostu wszystkiego najlepszego!! Co tu dużo pisać. Po zabawie po prostu nie mam siły. Było dobrze. A tym wszystkim do których moje życzenia jeszcze nie dotarły -

Żeby najgorszy dzień 2008 roku był lepszy od najlepszego dnia 2007 roku !!! :)

no i goodbye fucking amazing 2007, welcome 2008 :D

kwolana sylwesterWasze zdrowie!!!!

niedziela, 23 grudnia 2007

Wesołych Świąt!!!!!

kwolana życzy wesołych świątDziś w stajence mały Jezus się narodził...
Życzę Wam by Jezus Chrystus Wam błogosławił, wypełniał Wasze serca miłością i radością. Życzę aby te święta były przeżyte w rodzinnej atmosferze. Wszystkiego Najlepszego!!!









PS. Ile Tusk naobiecywał
Ilu Ziobro podsłuchiwał
Ile mebli Saba zjadła
Ile Kalisz nosi sadła
Ile Olek wódki chlał
A Łyżwiński kobiet miał
Ile Miller nie pamięta
Tyle szczęścia na te święta!!!!


czwartek, 20 grudnia 2007

rzeźby lodowe

Przez przypadek wpadłem dziś na Stary Rynek i mym oczom ukazały się lekko już podtopione (od soboty) rzeźby lodowe. Rzeźba nr 5 nie dożyła do dzisiaj :) Niestety fotki słabe, bo robione komórką. Najlepszy efekt jest w nocy, kiedy są ciekawie oświetlone.



środa, 19 grudnia 2007

kuc8, oszust fakany z allegro

Poniżej zapodaję foty z tej oto aukcji tego oto użytkownika kuc8, który oszukuje kupujących. Prawdopodobnie w czasie mistrzostw świata w piłce nożnej w niemczech w 2006 roku albo sprzedawał te gówniane koszulki, albo je zajumał i teraz za pomocą allegro się ich pozbywa. Dlatego ostrzegam wszystkich przed kupowaniem u tego dupka.

Opis z aukcji:
Eleganckie i super sexi. 10 sexi Top Shirts SUPER CENA 10 sztuk 49 ZL. Towar jest nowy i pochodzi z likwidacji sklepu!!!!! MATERIAL - POLIESTER KOLORY - BIALY, CZARNY, ROZOWY, NIEBIESKI ROZMIARY- UNIWERSALNE

tymczasem przysłał koszulki męskie, z flagami Polski i Niemiec, z orzełkami ;P
zamiast 10 różnych przysłał 4 takie same, 3 takie same i 3 różne. wszystkie można śmiało przerobić na szmaty.

wszystko na fotkach:

poniedziałek, 17 grudnia 2007

hey bez prądu nieźle kopie

albo bardziej niż nieźle. po prostu zajebiście. koncert był zajebisty, płytka z tego co 10 września wydarzyło się w teatrze roma to obowiązkowa pozycja dla wszystkich co się znają na muzyce :) kasia nosowska z całym zespołem dała mega czadu, no szkoda tylko że tego nie widziałem na żywo :|

a tak wogóle to coraz więcej zespołów decyduje się na granie bez prądu (np taki pinokio brothers, który tydzień temu dał czadu z kwartetem smyczkowym, hehe też było dobrze). a to wymaga chyba sporej odwagi, bo tak się gra przecież znacznie trudniej, gorzej, łatwiej o błędy, których nie ma co wybaczyć. ale ta moda na granie unplugged jest super, powstają dzięki temu genialne prace, niepowtarzalne. np taki hey, za którym nie przepadam i którego nie kocham, ale tą płytkę słucham od paru dni na okrągło :)

ten album w ogóle wyróżnia się nie tylko tym że jest z serii 'mtv unplugged', i nie tylko tym że jest po prostu dobry. praktycznie całość zaliczona bez większej wpadki czy potknięcia. po kolei utwory są coraz lepsze i lepsze, a im dłużej się słucha są jeszcze lepsze. jednak absolutnie wymiata 'angelene' z gościnnym występem agnieszki chylińskiej (!!!!!!) i potem jeszcze nr09 - [sic!] - i wszyscy zwariowali ;)

zachęcam tym bardziej, że cena płytki lekko powyżej 30 zeta ;) sama zachęca do zakupu

ps. ...no i grajcie dalej, kurwa mać...*
*) aga chylińska do hey

niedziela, 16 grudnia 2007

Google vs Wikipedia

Tutaj dokłanie o co chodzi.

No i w ten sposób google monopolizuje internet.
Ale że wikipedia, do tej pory współpracująca w googlem, pierwsza zaczęła tą walkę, uruchamiając swoją wyszukiwarkę? Przecież do tej pory google zwracał w wynikach wyszukiwania pozycje z wiki na pierwszych miejscach. Oby tylko ta konkurencja nam wyszła na dobre, to będzie git. Ale jeśli wyjdzie z tego shit?

sobota, 15 grudnia 2007

spotkanie 12.12

Spotkanie takie oto odbyło się we czwartek. było git, aczkolwiek za krótko (jak dla mnie). Zapodaję Wam kilka fotek z tej imprezy. Enjoy ;)

I mam nadzieję że next time pojawi się więcej osób, że gierak xavier bogna marta i inni się nie pochorują...

niedziela, 9 grudnia 2007

Beowolf 3D

Nie tyle zainteresował mnie ten film co nowy bajer w Multikinie w Starym Browarze - nowa sala do filmów w 3D.
Zainteresował mnie tak bardzo głównie dlatego, że Multikino wprowadza nowy system 3D, Dolby 3D Digital Cinema, a różni się to od tego co robi IMAX tym, że teoretycznie nie męczy oczu.

Bo tak jak filmy do obejrzenia w IMAXie mają max 60min, bo dłużej nie da się wytrzymać, tak Beowolf trwa prawie 2 godziny, i żeby nie zwariować dokonano prostego zabiegu - każda wyświetlana klatka oddzielnie dla prawego i lewego oka jest naświetlana nie jak w imaxie po 2 razy, ale po 3 razy, co powoduje właśnie pewien komfort oglądania.

I faktycznie, mimo że w okularach jak z kaczora donalda;), to film ogląda się rewelacyjnie. Efekt po prostu zwala z nóg, czy z siedzenia w sali. A co do samego filmu?

Wychodząc z sali słyszałem sporo głosów niezadowolenia. Jeszcze mogę zrozumieć tych co widzieli ten film w "zwykłym" kinie bez 3D. Ale żeby marudzić po projekcji w 3D? Przecież ten film był od samego początku kręcony z myślą o trójwymiarze! I wyszedł bombowo. Taki film ogląda się zupełnie inaczej niż do tej pory. To zupełnie nowa jakość w kinie. Hasło "poczuj się jak w środku akcji" nabiera nowego znaczenia. To musi być przyszłość kina. I po prostu wszystko mi się w tym filmie podobało, i efekty, i fabuła, i gra, itd., dlatego gorąco zachęcam do obejrzenia go. Pod jednym warunkiem - jeśli już, to tylko w 3D!!

ps. podobno na gwałt przerabiają Władcę Pierścieni do 3D!! to będzie jazda :)

czwartek, 22 listopada 2007

30 lecie Poznańskiego Kwintetu Akordeonowego

Poznański Kwintet Akordeonowy jest jednym z niewielu tego typu zespołów istniejących na świecie. Powstał z inicjatywy Profesora Henryka Krzemińskiego, wykładowcy klasy akordeonu Akademii Muzycznej im. Ignacego Jana Paderewskiego w Poznaniu.
Początkowo wraz z profesorem kwintet współtworzyli jego studenci, a następnie absolwenci klasy akordeonu poznańskiej uczelni.
Zespół prowadzi działalność artystyczną już przeszło trzydzieści lat. W okresie tym Poznański Kwintet Akordeonowy wykonał setki koncertów zarówno w kraju, jak również na estradach Europy, m.in.: Danii, Szwecji, Niemiec, Belgii, Holandii, Francji. Dokonał wielu nagrań radiowych i telewizyjnych w Polsce, Szwecji i Francji.

W maju 1990 roku Poznański Kwintet Akordeonowy został laureatem GRAND PRIX Międzynarodowego Konkursu Zespołów Kameralnych w Paryżu

Wysoki poziom wykonawczy muzyków Kwintetu oraz znakomita jakość instrumentów sprawiają, że prezentowane interpretacje różnorodnych stylów muzycznych są niezwykle interesujące. Artyści grają na instrumentach koncertowych renomowanych włoskich firm: GIULIETTI, BORSINI oraz ZERO SETTE. Instrumenty te podobne są tylko zewnętrznie do akordeonów tradycyjnych, w odróżnieniu od których posiadają ogromne możliwości brzmieniowe. Ich skale dźwiękowe oraz dyspozycje regestrowe pozwalają nie tylko na wykonywanie muzyki napisanej oryginalnie na akordeon, lecz również na dokonywanie wiernych tekstowo transkrypcji utworów z minionych epok.
Poznański Kwintet Akordeonowy posiada bogaty oraz zróżnicowany repertuar, na który składają się transkrypcje wielkich dzieł dawnych mistrzów, muzyka współczesna, opracowania muzyki popularnej i rozrywkowej oraz oryginalne utwory napisane specjalnie na akordeon lub kwintet akordeonowy. Twórcami większości opracowań utworów są Profesor Henryk Krzemiński oraz obecni muzycy zespołu.
Od 1996 roku Poznański Kwintet Akordeonowy występuje w składzie :

Waldemar Łyczykowski akordeon basowy
Jerzy Siemak akordeon I
Karol Jankowski akordeon IV
Wiesław Prządka akordeon II
Waldemar Książczyk akordeon III

Wszyscy muzycy są absolwentami klasy akordeonu Profesora Henryka Krzemińskiego Akademii Muzycznej im. Ignacego Jana Paderewskiego w Poznaniu oraz wykładowcami oraz nauczycielami wszystkich poziomów szkolnictwa artystycznego w Polsce

źródło


Tyle tytułem wstępu. Chodzi o to że zespół kiedyś był niezły, a wczoraj zagrał z okazji 30 lecia istnienia koncert.

a oto i kilka fotek z wczorajszego koncertu jubileuszowego

sobota, 10 listopada 2007

Spotkanie klasowe 9.11.07

Wczoraj odbyło się kolejne spotkanie. kwolana śle Pozdro dla wszystkich obecnych i nieobecnych. Mam kilka zdjęć, ale będzie je trzeba poddać ostrej cenzurze. Wtedy może coś wrzucę:)

niedziela, 30 września 2007

nowy rok

i znowu zaczynam 3 rok ;)

z okazji rozpoczęcia nowego roku akademickiego życzę wszystkim szczęśliwego jego ukończenia!! i byle do wakacji.

sobota, 21 kwietnia 2007

nie mam czasu

Na nic nie mam czasu. Nie mam kiedy pisać. Zawieszam tego bloga fakanego. Mam nadzieję że odnowię wkrótce jednak swoją działalność tutaj ;) PZDR!

Dla dociekliwych to walczę na uczelni i międzyczasie pracuję. Lajf is brutal. A życie studenta czasami może być po prostu przejebane. Ale cóż, trzeba iść do przodu :)

A, i jeszcze wojsko mnie ściga. LOL, hehe

sobota, 7 kwietnia 2007

Krótko o Aniołach

Trudno to ukryć, mamy wielki post. Oczywiście mało kto się tym przejmuje. Z okazji Wilelkiego Postu pozwolę sobie wyjątkowo przytoczyć w moim blogu ciekawy artykuł z gazetki parafialnej Wokół Odkupiciela pt.: Aniołowie się radują, pod niebiosy wyśpiewują (Nr 7(84) listopad-grudzień 2006) napisanego przez JiAR. Choć temat ten zdecydowanie bardziej pasuje do Bożego Narodzenia, to z Aniołami mamy do czynienia cały czas, a że Anioły zawsze mnie ciekawiły, dlatego ten tekst bardzo mnie zainteresował i uważam że jest godny przytoczenia go w tym miejscu.
Miłej lektury.

[...] Według św. Tomasza z Akwinu istnienie aniołów jest tajemnicą wiary, której człowiek nie mógłby odkryć, gdyby nie została mu objawiona.

Nauką o aniołach zajmuje się jeden z działów teologii - angeologia. Anioł (gr angelos) to posłany, czyli posłaniec Boży i jednocześnie ten, który chroni człowieka przed złem, ostrzega przed nim i pomaga odciąć się od niego. Aniołowie są obecni od chwili stworzenia, zwiastują zbawienie oraz służą wypełnianiu zamysłu Bożego, są pośrednikami między Bogiem a ludźmi. Pismo Święte wyraźnie zaznacza ich obecność w ważnych wydażeniach, w których realizują różne zadania:
wykonują wyroki Boga i walczą ze złem: strzegą raju po wygnaniu człowieka (Rdz 3,24), Michał i jego aniołowie walczą ze smokiem - szatanem (Ap 12,7-9);
ostrzegają: ucieczka świętej Rodziny do Egiptu (Mt 2,13), ostrzeżenie Lota z Sodomy (Rdz 19,1-13), ratunek dla Hagar i jej dziecka (Rdz 21,17);
towarzyszą i pomagają człowiekowi: droga do Ziemi Obiecanej (Wj 14,19); wsparcie w przestrzeganiu prawa (Wj23,20-23), umacnianie Jezusa w Ogrodzie Oliwnym (Łk 22,43-44);
zwiastują narodziny i powołania: odwiedziny u Abrahama i Sary (Rdz18,1-10), zwiastowanie Maryi (Łk1,26-31),posłanie Gedeona (Sdz6,11-24);
ewangelizują: głoszą Dobrą Nowinę Wcielenia (Łk2,8-14) i Zmartwychwstania (Mk16,5-7).

Nie wszyscy Aniołowie są sobie równi. W różnym stopniu są obdarzeni rozumem, wolą, potęgą i innymi przymiotami. Często spotyka się określenia 'zastępy aniołów' lub 'chóry anielskie' - to nic innego jak swoista anielska hierarchia. Opracował ją żyjący w V wieku Pseudo-Dionizy Aeropagita. Na podstawie Pisma Św. wyróznił 9 chórów anielskich, które przyporządkował do 3 zastępów (triad).

I triada - aniołowie najbliżsi Bogu:
Serafini - aniołowie miłości i światła, posiadają największą moc;
Cherubini - strażnicy Bożej mądrości;
Trony - aniołowie posłuszeństwa i wierności, na nich unosi się majestat Boga;
II triada - aniołowie zarządzający:
Panowania - wydają z woli Boga polecenia i rozkazy;
Moce - wykonują rozkazy, pośredniczą w działaniu łaski bożej;
Władze - planują sposób wykonywania poleceń;
III triada - aniołowie najbliżsi ludziom:
Zwierzchności - kierują państwami, narodami i aniołami;
Archaniołowie - spełniają czynności poselskie, zwiastują rzeczy wielkiej wagi;
Aniołowie - opiekunowie konkretnych ludzi.

W Biblii wymienione są imiona trzech aniołów, których nazywamy Archaniołami: Gabriel, Michael i Rafael. Każde z tych imion ma konkretne znaczenie. Końcówka el w języku hebrajskim oznacza Boga, dlatego imię Gabriel odczytujemy jako potężny jest Bóg, Michael - któż jak Bóg, Rafael - Bóg leczy. Biblijni aniołowie zwykle są wyobrażani i przedstawiani jako poważni, potężni i groźni mężowie. Współczesna kultura rozpowszechnia wizerunek małych, dziecinnych aniołków przypominających mitologicznego amorka. A aniołowie nie mają ciał, nie mają więc biologicznej płci: nie są ani mężczyznami ani kobietami, nie mają też postaci dorosłych czy dzieci. Jednak czasami dla ludzi mogą przyjmować postać widzialną. Św. Augustyn tłumaczy: Anioł oznacza funkcję, nie naturę. Pytasz, jak się nazywa ta natura? - Duch. Pytasz o funkcję? - Anioł. Przez to, czym jest, jest duchem, a przez to, co wypełnia, jest aniołem. Aniołowie są stworzeniami osobowymi, nieśmiertelnymi i podobnie jak ludzie zostali obdarowani rozumem oraz wolną wolą, jednak są od nas nieporównywalnie doskonalsi.

Każdy wierny ma u swego boku anioła jako opiekuna i stróża, by prowadził go do życia (Św. Bazyli Wielki). Anioł jako istota duchowa oddziałuje na naszą wolę i umysł, jednak nie robi tego wbrew człowiekowi - szanuje jego wolność. Jego działanie przejawia się w różny sposób, np. przez posłanie drugiego człowieka lub natchnienie. Czasami obecność anioła może być odczuwana bardzo bezpośrednio, np mamy uczucie że coś nas tknęło, by podjąć jakieś działanie lub zaniechać go. Jednak każdy może doświadczyć anioła w inny, sobie właściwy sposób. Należy rozmawiać ze swoim Aniołem Stróżem i prosić go o opiekę, poradę, wsparcie. Papież Pius XI w czasie jednej z audiencji mówił o tzw. telefonie anielskim: Jeśli się znajdziemy w sytuacji, w której będziemy mieli do czynienia z człowiekiem, dla którego argumenty będą trudne do przyjęcia, udajmy się o pomoc do naszego Anioła Stróża, by wstawił się do Anioła stróża tamtej osoby, z którą mamy się spotkać. Możemy więc modlić się nie tylko do naszego anioła, ale również do aniołów innych osób.

Aniołowie, których Bóg posyła, zawsze stoją w Bożej obecności i widzą twarz Ojca, a więc widzą Boga i nas w tym samym czasie. Zbawienie jest nie tylko sprawą Boga i ludzi, dotyczy ono całego wszechświata, także świata aniołów. Życie ludzkie od początku aż do śmierci jest otoczone opieką i wstawiennictwem aniołów. Dlatego nie tylko Anioł Stróż działa dla naszego dobra, ale wszyscy aniołowie mają swój udział w doprowadzaniu nas do zbawienia.

Niedola nie przystąpi do ciebie,
a plaga się nie przybliży do twego namiotu,
bo swoim aniołom nakazał w twej sprawie,
aby cię strzegli na wszystkich twych drogach.
(Ps91,9-10)

[...] No i to by było na tyle.

poniedziałek, 2 kwietnia 2007

Krótko o aborcji

Jako że o aborcji mówi się teraz na okrągło i wszędzie się kłócą, a ja tego nie mogę po prostu już słuchać, postanowiłem wszystkim wyjaśnić w wielkim skrócie i bez wgłębiania się w szczegóły o co w tym wszystkim chodzi. Jako że sam temat aborcji mnie osobiście niezwykle denerwuje, ograniczę się tylko do jednego przykładu, o którym zresztą aktualnie bardzo głośno. Chodzi o sprawę pani Alicji Tysiąc.

Otóż pani Tysiąc wywalczyła odszkodowanie, bo wg niej powinna była mieć prawo do morderstwa swojego dziecka, a że nie pozwolono jej zabić nienarodzonego, to teraz się sądzi, i to skutecznie! Naprawdę zabawne, kobieta która ma już 2 dzieciaków i wie że jest chora, że kolejna ciąża uszkodzi jej zwrok a być może nawet kompletnie oślepi, mimo wszystko zaszła sobie w ciążę. I to w XXI wieku, w IV RP, kiedy na nie zajście w ciążę jest ogrom różnych metod! No cóż, skoro się na to zdecydowała, to ja nie widzę podstaw żeby jej teraz wypłacać odszkodowanie. I gratuluję ginekologowi, który potrafił trzeźwo ocenić sytuację i nie dokonywać aborcji.

Żałosne są te wszystkie głupie dupy, świrnięte feministki walczące nie wiadomo o czyje prawa, kiedy twierdzą że to tylko i wyłącznie kobieta ma prawo decydować o tym czy urodzi czy nie urodzi... OK, kobieta ma pełne prawo do decydowania - ale o tym czy zajść w ciążę czy nie! Jeśli już się zdecydowała, bądź też była głupia i odpowiednio się nie zabezpieczyła, to już jest jej problem, ale przez kolejne 9 miesięcy będzie inkubatorem dla swojego dziecka czy tego chce czy nie!! Nie jej decydować czy mały człowiek ma się narodzić czy nie. A jeśli dzieciaka nie chce to nie ma problemu, po porodzie zostawia się dziecko w szpitalu i nikt ją o nic nigdy już nie zapyta. Ale zabijać?? O nie! Żadna kobieta nie ma prawa decydować o życiu swojego dziecka!

Proszę się zabytać 10-latka, dzieciaka z 4 klasy szkoły podstawowej, co powstaje po zapłodnieniu u człowieka... Jajko? Kura? Wróbel? A może łopata, którą trzeba usunąć?? Nosz kurwa mać. NIE! TO JEST CZŁOWIEK!! Na jakieś tam dziwne potrzeby, czy to naukowców, czy to świrniętych feministek, wymyślono coprawda inne nazwy na człowieka, takie jak zygota, zarodek, organizm etc. Jednak nie zmienia to faktu że to jest człowiek. Oczywiście inaczej to brzmi i inaczej oddziałuje na naszą psychikę, kiedy słyszymy że usunięto zygotę/zarodek zamiast zabito człowieka, albo dokonano aborcji zamiast zamordowano bezbronne dziecko. Sprawa jest prosta. To coś co jest w brzuchu ciężarnej kobiety to jest człowiek, prawdziwy człowiek, ma mózg, bije mu serce itd... Dlatego kobiety niech decydują jak i kiedy im się podoba zachodzić w ciążę, ale jak już zajdą w tę ciążę, to są już wtedy odpowiedzialne za nowego człowieka i mają obowiązek urodzić!

Nie poruszam tu takiej kwestii, kiedy życie matki jest zagrożone. Bo to jest oczywista sprawa. Ale jeśli chodzi o zdrowie? O utratę wzroku? Albo co jeżeli dziecko ma być chore? Faktycznie to są wyjątkowo trudne sprawy. Ale dzisiejsza medycyna jest na tyle rozwinięta, że o takich sprawach, problemach, ew komplikacjach wie się dużo wcześniej! Są badania prenatalne, dzięki którym można zoperować dzieciaka jeszcze w łonie matki i usunąć poważną wadę, która była by już nieodwracalna po samym urodzeniu. Dzisiaj takie rzeczy się przewiduje! Albo co z gwałtami? Jasne, nie można zmuszać zgwałconej 14-latki do urodzenia, bo ona sama mogła by nawet tego nie przeżyć. Choć z drugiej strony ogrom tych kobiet, które czy to zostały zgwałcone, czy to mają urodzić dziecko z np zespołem downa, właśnie decyduje się urodzić, mimo że zgodnie z prawem mogły by usunąć ciążę. Więc kto najbardziej się wykłóca o prawo do aborcji na żądanie, i to najlepiej do 9 miesiąca ciąży? Najgłośniej krzyczą właśnie te świrnięte feministki, dziwki czy wyzwolone głupie dupy które swędzi i muszą rozdawać na prawo i lewo i jakby co to się usunie posprząta pozmywa zeskrobie rozwierci mózg zapakuje w worek i na śmietnik. Więc skoro jakaś pani Tysiąc nie skorzystała z pomocy medycyny przed faktem i mimo wszystko zaszła w ciążę - to był już jej wybór, i teraz jej pretensje są absurdalne. I współczuję jej dziecku, kiedy kiedyś dowie się o tym całym zamieszaniu wkoło niego, kiedy dowie się jak matka walczyła o jego zlikwidowanie...

środa, 21 marca 2007

Się zrobiła zajebista pogoda. Rewelacyjna. Wczoraj to już wogóle był hit, w południe 24stopnie na termometrze. Nic, wziąłem moje lekkie cichobiegi, nie używane od pół roku i sru do lasu. Mieszkam przy lesie, to byłby grzech nie pobiegać sobie trochę. No i co się okazało? Kondycja to dramat... Masakra. Biegłem 10 minut i musiałem usiąść, w głowie zaszumiało, powietrza zabrakło... No ale jak się całą zimę nic nie robi to tak później jest... A zawsze wszystkim powtarzam, żeby dużo biegali, bo to najtańszy sport, bo to zdrowe, świetnie wpływa na płuca i serce, zapobiega zawałom (w przyszłości LOL) no i oczywiście doskonale rozwala stawy, szczególnie kolana. Cyba że ktoś biega ze mną, ja wiem jak nie rozwalic stawów, ale je wzmocnić! Także się tym nie przejmuję, od dzisiaj moje wielkie postanowienie wielko-postne :D - codziennie będę biegał. Dla zdrowia. PZDR! kwolana

czwartek, 15 marca 2007

Testosteron

Parę słów o filmie na który wpadłem w piątek a nie miałem jeszcze kiedy go skomentować. Chodzi oczywiście o Testosteron, czyli moje wielkie męskie wesele, czy jak kto woli, pierwszą polską komedię hormonalną. Film jest beznadziejny, głupi, wulgarny, ogólnie słaby, spałem cały film, obleśny, szowinistyczny - taką opinię przeczytałem pod oceną tego filmu. Ocenę wystawili sami komentatorzy. Dostał 8,11pkt na 10 max. Czegoś tu więc nie rozumiem, no ale tak bywa. Jeśli chodzi o mnie - po wielu latach przestoju w polskiej komedii i paru beznadziejnych komediach w stylu 'Ja wam pokażę' wkońcu doczekałem się godnego kina. I w sumie jestem pełen podziwu, bo zrobić dobre kino, kręcąc dwie godziny w jednym tylko miejscu (w Badowie pod Warszawką) w którym spotykają się sami faceci i popijają Smirnoffa...

A wszyszło super :D Teoretycznie brak akcji, nuda na maxa; pochleją się i pójdą spać. Tymczasem ten film tworzą teksty, i wcale nie obleśne czy wulgarne, ale zabawne i inteligentne gagi, połączone z turbo kreacjami jak dla mnie genialnych aktorów. Film Andrzeja Saramonowicza i Tomasza Koneckiego jest również najlepszy i najśmieszniejszy z ich dotychczasowego wspólnego dorobku (Pół serio, Ciało), i mam nadzieję że ci panowie będą nadal ze sobą współpracować.

OK, czyli film bardzo się spodobał. Poruszyć chciałem tylko jeszcze jedną kwestię - otóż co zauważyłem po obejrzeniu Testosteronu. Chodzi o falę krytyki. Jakie są główne i jedyne uwagi niezadowolonych zacytowałem już powyżej. Co jest jednak ciekawe, film objeżdżają jedynie osoby bez jaj, baby, świrnięte feministki i inne osoby, którym ktoś dawno porządnie sakiewki nie przetrzepał... Tym osobom nie odpowiada humor, dowcip czy słownictwo. Jednak z dobrym dowcipem sprawa ma się tak jak zwykle, odwołuje sie do kompleksow, wad, tabu, tematów wstydliwych krepujacych etc... Jeżeli ktoś ma problemy sam ze sobą to nie tylko nie zrozumie ale wyjdzie głęboko dotknięty, na zasadzie tak jak zakompleksiona blondynka nie śmieje się z dowcipów o blondynkach, tak samo trudno wymagać, żeby puszczalską żonę bawiły teksty w stylu wszystkie one to suki są czy choćby zwykła statystyka że 70% monogamistek się kurwi.

Ja natomiast napaliłem się na obejrzenie tego filmu kolejny raz jak arab na kurs pilotażu, przede wszystkim dlatego że salwy śmiechu w kinie zagłuszyły niektóre dialogi. A praktycznie każde zdanie można by gdzieś zapisać i zapamiętać. Zresztą przekonajcie się sami :D

sobota, 10 marca 2007

Krótko o Węcławskim

No i stało się to co zapowiadał 12 stycznia Terlikowski w Rzeczpospolitej (przeczytaj). Nie mam pojęcia na jakiej podstawie napisał wtedy o możliwym wystąpieniu z kapłaństwa przez prof. Węcławskiego, jakkolwiek wtedy jeszcze ksiądz Węcławski bardzo ostro zaprotestował przeciwko temu artykułowi, domagając się przeprosin od dziennikarza. Tymczasem dzisiaj ks. prof. Tomasz Węcławski wysłał do KAI deklarację, w której jak pisze: zakończył i zamknął swoją działalność kapłańską (przeczytaj całą deklarację). Szok? Nie dla wszystkich...

Osobiście nigdy ks. Węcławskiego nie znałem, w życiu może pare razy go widziałem. Za to wiele, wiele razy o nim słyszałem, głównie od znajomych księży, ale nie tylko. Jest on w Poznaniu osobą dobrze znaną, głównie dlatego że był rektorem poznańskiego arcybiskupiego seminarium duchownego, w całej Polsce znany bardziej jako świetny teolog. Ale to nie istotne, najważniejsze to to, że był, jest i z pewnością nadal będzie ogromnym autorytetem szczególnie dla kleryków i młodych księży. On sam zresztą jest tego świadomy, wyraźnie zaznaczając w deklaracji że swoją decyzją nie chce wpływać na innych. Mnie osobiście jednak najbardziej zastanawia to, dlaczego ktoś taki jak on, po 27 latach kapłaństwa (sic!) teraz z niego zrezygnował? Dlaczego ktoś taki po prostu nagle oznajmił, że rzuca sutannę, wywala koloratkę, ale dalej będzie działał i udzielał się, jednak już jako świecki profesor??

W sumie prof. Węcławski w swojej deklaracji niczego nie wyjaśnia. Właściwie skupia się na tym, żeby inni nie próbowali wzorować się na nim, gdyż takie sprawy załatwia się w swoim sumieniu a nie opiera na autorytecie kogoś innego. Jest jednak w tej deklaracji jedno zdanie: doszedłem do przekonania, że z racji sumienia nie powinienem już w moim działaniu reprezentować instytucji i wspólnoty kościelnej. To jedno zdanie mówi chyba wszystko. Ten człowiek zawsze był blisko różnych problemów kościoła polskiego, angażował się osobiście w różne afery, jak choćby sprawa ex-arcybiskupa poznańskiego, pedała-donosiciela Peatza, kiedy głośno protestował. Albo ostatnie wydarzenia w warszawie, kiedy to na prośbę RPO przeglądał materiały z IPNu dotyczące niby-wrobionego Wielgusa. Z racji pełnionych przez ks Węcławskiego funkcji o tego typu sprawach musiał wiedzieć aż za dużo, i spotykac się z nimi musiał pewnie codziennie. Albo jeszcze ostatnia sprawa książki ks. Zaleskiego, kiedy to ks Węcławski zerwał ze ZNAKiem na znak protestu. No właśnie, protest. Czyżby rzucenie sutanny było kolejnym takim protestem? Zapewne ks Węcławski sam się na ten temat niedługo wypowie.

Jeśli jednak to jest forma protestu, jakaś rozpaczliwa próba zwrócenia uwagi na sytuację w polskim kościele, to jest to wg mnie kompletnie nietrafiony protest. I to jest masakra, bo człowiek poświęca tak wiele, a gówno wskóra. Bo czy coś dały afery które wymieniłem wyżej? Nic nie dały, w kościele nic się niezmieniło. Co z tego że Peatz nie jest już arcybiskupem poznańskim, skoro nadal paraduje po Ostrowie Tumskim, nadal odprawia w katedrze msze i nadal nie wstydzi się pokazywać publicznie. Co z tego, że nowym arcybiskupem poznańskim został Gądecki, niby odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu, ale co z tego, skoro biskupami pomocniczymi są ci sami księża co byli biskupami w czasach Peatza, czyli o wszystkim wiedzieli, wszystko widzieli, i zamiast reagować tylko nawzajem sie po rączkach głaskali (żeby tylko). Albo co z tego, że dzięki (czy jak kto woli, przez) Wielgusowi wyszedł problem lustracji księży, ich współpracy itd. I nie chodzi o to, żeby jakoś karać czy piętnować tych którzy współpracowali z sb, bo przecież ksiądz też człowiek, z sb itp współpracowały tysiące (i np ja osobiście gdybym miał do wyboru więzienie albo kompletny brak kasy na życie, albo paszport wuchta kasy i cukierków za relację ze spotkania klasowego - kto co pił i jakie nosi skarpetki, to pewnie poszedłbym na taki układ - biznes is biznes :)...ale dobra nie wypowiadam się, to nie moje czasy były, nie wiem jakbym się naprawdę zachował. Tego nikt nie wie.) chodzi o to, żeby - jak mówią sami biskupi - "stanąć w prawdzie". Ale ci wszyscy wielcy hierarchowie nie potrafią sobie z tym problemem poradzić, po prostu biskupi tak się do swoich ciepłych dobrze płatnych stanowisk tak przyzwyczaili, że nie wyobrażają sobie innego życia, wolą nic nie robić, byle nie stracić posady. I zamiast książkę Isakowicza-Zaleskiego wziąć, przeczytać, wysnuć wnioski i samemu usiąść do wyjaśnienia setek innych spraw podobnych do tych o których pisze ks Zaleski, potrafią tylko książkę krytykować i mówić, że jest nie potrzebna, bo jest niby jakaś tam pseudo-komisja która te sprawy wyjaśnia, tylko że nikt o niczym nie wie i się pewnie nie dowie.

Jakby nie było, z jakiegoś powodu prof Węcławski miał dość tego kościoła. Tego - jakiego? W sumie nie wiadomo. Na pewno byle jakie pedalskie afery nie przekonały ks Węcławskiego do odejścia. I strasznie szkoda takiego kapłana, o jego odejściu za miesiąc wszyscy biskupi zapomną i będą dalej robić "swoje". A ja myślałem, że tacy jak on mogą w tym burdelu zrobic jakiś porządek... Ale sprzątać chatę stojąc na zewnątrz? Tak się nie da. Cóż, poczekajmy, cała nadzieja w młodych księżach, że zrobią w kościele porządek. Inaczej czeka nas Francja... Masakra :D

czwartek, 8 marca 2007

Dzień Kobiet 2007

Dziś 8 marca - dzień Kobiet. Z tej okazji Wszyskim Paniom!!

Najlepsze życzenia, żeby czasu starczyło na wszystko, szczęście dopisywało mimo wszystko, w sukcesy obrodziło, a to co dobre na lepsze się zmieniło! I wogóle Najlepszego:D !!

A w krótkiej przerwie polecam ten artykuł (gazeta.pl), w którym przeczyamy m.in. co też takiego dostawały Kobiety jeszcze pare lat temu... :D

poniedziałek, 5 marca 2007

spotkanie klasowe

W sobotę 3 marca 2007 spotkaliśmy się w Proletaryacie. Było jak zwykle dobrze :D.


I szkoda że tak szybko się zmyłem - w niedzielę happysad miał grać, ale w końcu po tym spotkaniu się poskładałem do końca i nigdzie nie poszedłem :| Kurwa mać. W związku z tym oczywiście żadnej relacji z koncertu w Eskulapie nie będzie. Ale w kwietniu ponoć będzie COMA, może wtedy będę zdrowy. A we wtorek Mystic Tour w Zeppelinie. Olek mnie namawia, ale bulić za taką łupankę to nie dzięki.

Natomiast zajebiście dobrze było się spotkać przy chlebie ze smalcem i ogórku kiszonym i popatrzeć trochę na te stare znajome ryje, które od matury nic się nie zmieniły. Nic kompletnie, przynajmniej ja nie zauważyłem. Mam nadzieję że się szybko znowu spotkamy.

sobota, 3 marca 2007

Happysad w Eskulapie

4 marca 2007 w klubie Eskulap zagra Happysad. Normalnie nigdzie bym sie z chaty nie ruszal z braku kasy, ale tak sie bajerancko zlozylo, ze wczoraj sluchajac radia Eskarock zupelnie przypadkiem uslyszalem, ze rozdaja wejsciowki na ten koncert. No wiec szybko chwycilem za telefon (wlasciwie za trzy, tyle mialem pod reka) i za ktoryms tam razem szczesliwie sie dodzwonilem, zostajac tym samym szczesliwym posiadaczem podwojnej wejsciowki. Mam nadzieje ze do tego czasu szybko wyzdrowieje, gdyz nie zamierzam odpuscic.

Jakby ktos sie na ten koncert tez wybieral to dajcie znak, wybierzemy sie razem, odpowiednio wczesniej przygotowujac (gardla) i nastawiajac sie do koncertu :D.

wtorek, 27 lutego 2007

:D

Po co mi blog? Nigdy w życiu nie miałem pamiętnika, nie prowadzę zapisków z życia, a tu nagle wyskakuję z pamietnikiem internetowym?? Czy to moda? Zapewne tak. Jak coraz więcej osób, sam poddałem się modzie na prowadzenie własnego bloga, ale co z tego wyjdzie to nie wiem. Wątpię czy będzie mi sie chciało tu regularnie coś pisać, komentować. I w sumie nasuwa się w tym miejscu także inne pytanie - co to jest blog?? W moim przypadku to miejsce będzie przypominać chyba bardziej pamiętnik …LOL… niż typowy blog komentujący wszystko wokoło.

No ale cóż, skoro już zacząłem, postaram się coś tu stworzyć.